Liczyłem dzisiaj na 3 fajne widoczki i gdyby nie chmureczki byłoby 150% normy. Gdyż, miasteczko wyszło jak trzeba,
wyspa całkiem całkiem,
a most nareszcie z profilu. Uczciwie rzecz biorąc, to nie wiem gdzie most ma profil. Z kolei z boku nie napiszę, bo to niepoprawne politycznie, a alternatywnie zorientowany seksualnie dość trudno powiedzieć o moście.
Przed widoczkami było jednak coś jeszcze. Obiecałem wczoraj, że skończyłem z tramwajami. Kłamałem. Ale jak mam podarować sobie obrotnicę?
Taki tramwaj jak dojedzie do końca jest obkręcany ręcznie i śmiga dalej.
Jak się w słonecznej Kalifornii psuje pogoda - znika słońce i zaczyna wiać, to znikają też ludzie z Pirsu 39.
I dzięki temu chyba udało mi się pokazać jak tam wygląda.
A wszystko to abyśmy mogli pójść do więzienia.
Tak tego więzienia
Faktycznie całkiem to sobie ładnie zorganizowali. Skalista wysepka, spory kawałek od jakiegokolwiek brzegu. Najpierw był to fort, później więzienie wojskowe, a następnie więzienie o zaostrzonym rygorze.
Działało 29 lat. Podobno łatwo było z niego uciec. Co nie znaczy, że łatwo było opuścić wyspę.
Na jego terenie mieszkali strażnicy z rodzinami. Średnia frajda jak dla mnie.
"Wizyta" zwyczajowo wygląda tak:
1. Prysznic (cenzura obyczajowa wycięła). Zgodzili się tylko na mydło, pod warunkiem, że nie będzie na podłodze.
2. Rozdajemy nowe ciuchy, wyprawkę i przybory
3. Rozlokowujemy się wygodnie w jednoosobowych apartamentach. W zależności od tego czy to lata 30 czy też 50 mamy mniej lub więcej wygód,
a chętni zostają w karcerze.
4. Jak ktoś chce iść na wycieczkę bez pytania, to musi wygrzebać dziurkę i zamaskować papierem w barwach ściany.
5. Tego typu działania zwykle generowały lekkie zdenerwowanie u panów za pancerną szybką. I po co im te ucieczki były? Zamknęli ośrodek i tyle.
A całościowo wygląda to tak:
Zapomniałem o kuchni. Podobno kiedyś zginęły dwa noże. Ale była zadyma...
Gdy tyko wyszliśmy na spacerniak zaczęło padać i to na poważnie. Nie było nad czym się zastanawiać. Trzeba było uciekać.
Czego i Wam życzę.
PS.
Jak chcecie jechać do ciepłych krajów, to odradzam Kalifornię. Z ciepłymi krajami ma tyle wspólnego co ja z gotowaniem na parze. W hotelu są gazety. Daily China i to:
No i w tym, był artykuł o pogodzie. W wolnym przekładzie na język polski brzmiało to tak: Hurra będzie padał deszcz, jupii będzie kur... zimno i będzie wiaterek, wow jakie zaje... chmury nadciągają. Normalnie pogięło ich. Co im szkodziło ściągnąć sztorm i całą resztę bałaganu za trzy dni? Ich susza, ich problem. My tu na objazdówce.
PS.2
Kontynuacja burgerów. Tym razem na wypasie, w Burger Czymś na terenach Macy's.
Pozdrowienia dla Marzenki i Witka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz