środa, 6 maja 2026

Chińczyk

 Opuszczamy Katanię. Robimy papa wulkanikowi

i śmigamy do Palermo. Tam nas przyjmuje Giuseppe. Nie usłyszałem do tej pory od niego ani jednego dobrego słowa po angielsku. Złego zresztą też. Zwyczajnie Giuseppe płynnie posługuje się włoskim. Jeżeli jest tu jakiś dialekt, to pewnie też go opanował, ale angielski zdecydowanie odrzuca.

Domek wydaje się całkiem fajny - to ten parterowy

Miejscówka zresztą też. 

To mamy za oknem.

Miejscówka nazywa się Bagheria

Ma ruch samochodowy, motocyklowy, skuterowy, rowerowy i konny.



No i są Carabinieri

Mówiłem Leszkowi, żebyśmy nie brali tego chińczyka, ale mnie nie posłuchał. I jaki efekt?

Było jak w piosence. Za zakrętem stali... Zatrzymali i sprawdzili jakiego imigranta wieziemy w bagażniku. I nic nie pomogło tłumaczenie. 

Spisali i dopiero potem puścili. A wszystko działo się 100 m od domu.

Za to chińczyk sprawuje się rewelacyjne (wg Leszka). Spalił 5 l na 100 km. Przejechaliśmy ponad 900, praktycznie zawsze w 4 osoby i przeważnie z bagażami. Do tego tu się jeździ głównie po górach. Więc nie czepiajcie się BYDa. To całkiem dobry samochód. Zdał jazdę testową.

PS.
Żubr przyszedł za nami. Dobrze mieć swojego żubra. 

wtorek, 5 maja 2026

Eureka

Z okazji urodzin Onet zrobił mi prezent. Zmienił zasady pracy z pocztą, konkretnie wyłączył serwer POP3. A ja tak właśnie miałem skonfigurowane konto na kliencie...

Tyle tego złego. Z fajnych rzeczy złośliwcy zrobili mi coś takiego:

 potem pojechaliśmy do Archimedesa. 

Jak powszechnie wiadomo pochodził on z Syrakuz i dołożył wszelkich starań aby zakres prześladowania młodzieży szkolnej był jak największy. Od liczby

zaczynając, przez dźwignię,

pływanie ciał (zwane dla ułatwienia prawem Archimedesa)

spiralę (Archimedesa)

śrubę (Archimedesa)

przekładnię zębatą 

i kilka innych

A na zwierciadłach skupiających do podpalania rzymskich okrętów kończąc.

Co do miasteczka, to ma fajne uliczki z mniej lub bardziej kolorowymi domkami.





Szczęśliwie nie zabronili tu wieszania prania nad ulicą. Bo takie włoskie miasto bez prania jest moim zdaniem nieważne.

Oczywiście mają masę ruin. Z tego większość interesująca tylko dla archeologów. Ze Świątyni Apollina coś tam zostało i można sobie wyobrazić, że spora była.


Całkiem fajna fontanna Artemidy lub po grecku Diany. Diana ratuję jakąś nimfę przed jakimś pomniejszym bogiem. 



Katedra tym razem dała się sfotografować. Pochodzi z VII wieku, potem oczywiście ją wielokrotnie przebudowywali i odbudowywali. 



Katedra jest momentami dość surowa


Momentami barokowa

Najciekawsze jak dla mnie jest to, że zbudowali ją na bazie świątyni Ateny z V w pne i kolumny tej świątyni zachowały się w jej wnętrzu.


W katedrze jest kaplica cmentarna. 

W ścianach i podłodze pochowano kilku biskupów i możnych tego świata.

Nie wgłębiałem się, ale być może te doczesne szczątki już mają status relikwii.


Podobno po płytach należy chodzić, bo dla pochowanego miało to być aktem pokory i nieustannej prośby o modlitwę, a u chodzących miało wywołać refleksje nad własną śmiertelnością (memento mori)

A na dobranoc pora na trzy panie z XVI wieku: Santa Catarina d'Alessandria, Madonna col Bambino i Santa Lucia. Kto wie dlaczego Kaśka przydepnęła tą głowę? 

Na tym samym placu mamy jeszcze opactwo św. Łucji, kilka pałaców i masę ludzi.

Najstarszym kościołem w Syrakuzach jest kościół św. Piotra Apostoła z V wieku. Tradycyjnie zbudowany na bazie czegoś starszego (z I w) i lekko dewastowany przez trzęsienia ziemi.

Spore wrażenie zrobił na mnie ten domek. Może nie domek ile wystrój balkonu.


Jeszcze lunch w Ostrygowni. Tak tłumaczę nazwę. Wszystko jest czerwone przez te parasole. 

Nasze jedzenie przed,

w trakcie

i po przygotowaniu.

Opuszczamy wyspę Ortygia i przemieszczamy się do starożytnej Grecji i Rzymu - park archeologiczny Neapolis. Z jednej strony Grecja z drugiej Rzym.

Był to teren kamieniołomu z którego zbudowano Syrakuzy. 



Jednym z ciekawszych obiektów jest Ucho Dionozosa - grota o niesamowitej akustyce.

Na nieszczęście 1/3 terenu jest zamknięta. Zamykanie następuje stopniowo od kilkudziesięciu lat i nie widać końca zamykania. 




Otwarty jest natomiast teatr grecki. Otwarty i używany. W tym roku będą wystawiali Antygonę. 

Dostępny jest też fragment nekropolii na obrzeżach teatru.



A to nie jest źródełko tylko ujście akweduktu. Akwedukt zasilał w wodę pobliska rzymską arenę. 

Pora na Rzym. Rzym niestety w 2/3 był zamknięty. Wszystko przez tych panów:

Dostali łyżeczki do herbaty, sitko i zadanie przekopania ziemi dookoła największego na świecie rzymskiego ołtarza.

Szczęśliwie, przy arenie jeszcze nie kopią.



PS.
Leszek prawdopodobnie nauczył się wreszcie poprawnie* prowadzić samochód. Na własne oczy widziałem jak prawidłowo wykonał zakręt w lewo (o zakrętach w lewo było wcześniej). Przestali też na niego trąbić. Ciekawe co będzie jak wrócimy do kraju.

*mówimy o poprawności włoskiej w odmianie sycylijskiej.