środa, 26 listopada 2025

Trzecia wyspa

Dobrze, że wielkość wyspy nie pozwala aby cokolwiek było daleko. Wylot na Terceira (Trzecia) mieliśmy 8 z kawałkiem, na lotnisku wypadało być około 7 z kawałkiem, czyli ruszaliśmy o 7. Pozwoliło to zjeść normalne śniadanie. Wyspa, na którą lecieliśmy tak się nazywa z prozaicznego powodu. Portugalczycy najpierw dotarli do Santa Maria, następnie do Sao Miguel i wreszcie przyszła kolej na Terceira. 


Mam dwie opcje związane z nazwą. Opcja 1. Skończyli się święci - mamy rok mniej więcej 1440 - pula dostępnych świętych jest zdecydowanie mniejsza niż dzisiaj i postanowili numerować. Opcja 2. Płyną sobie na północny zachód w celu odkrycia Ameryki Północnej, aż tu nagle wyspa. "Kapitanie Diogo, to już trzecia, co robimy, zajmujemy w imieniu króla czy płyniemy odkrywać?". Oczywiście zostali, bo lepsze pewne zajęcie wyspy niż niepewne odkrycie nowego lądu. Wypełnili zgłoszenie do króla i tak zostało.

Wyspa podoba mi się bardziej od poprzedniej. Jest jeszcze bardziej zielona. I była lepsza pogoda 😊. No może poza momentem, kiedy próbowaliśmy podziwiać najładniejszą kalderę.

Z ciekawych rzeczy mają na wyspie gonitwę z bykami. Podobno to co robią w Pampelunie nawet się nie umywa. Gonitwy nie widzieliśmy. Robią to od maja do października w różnych wioskach przy okazji lokalnych świąt. Widzieliśmy natomiast byki. (Zdjęcie słabe, bo przez szybę i już było ciemno.)

Wybrzeże wyspy jest równie nieprzyjazne jak Sao Miguel: plaże ze skał wulkanicznych albo strome klify.

Terceira ma dwa naturalne porty Angra do Heroísmo - o tym jutro i Praia da Vitória czyli Plaża Zwycięstwa. 

Na dole mamy kawałek, który należy do US Army, reszta portugalska. Samo miasteczko jest malutkie, za to ma największą plażę jaka widzieliśmy na wyspach.

Jak już jestem na plaży i w porcie to, mamy piach w ilościach nieobserwowanych nigdzie indziej

Oraz rzeźby, o które zapomniałem zapytać przewodnika i nie wiem co znaczą. Ta na dole kojarzy mi się tylko z walką o plan sześcioletni. Młodzieży urodzonej w końcówce PRL-u, która siłą rzeczy nie musiała się o tym uczyć wyjaśniam, że dawano dawno temu była tak zwana gospodarka planowa. Polegało to na tym, że przewodnia siła narodu (PZPR) wymyślała wskaźniki, które należy osiągnąć. Firmy co roku robiły sprawozdania, z których wynikało, że zrobiły więcej niż zakładał Plan. Dzięki temu Plan został wykonany, a w sklepach dalej nic nie było. Tu można pooglądać plakaty z tego okresu.  

 

A co do samego zwycięstwa, to było zwycięstwo nad flotą hiszpańską w XVI wieku. Pewnie gdyby nie to, miasteczko nazywałoby się zwyczajnie Plaża. W Praia da Vitória mają bardzo ciekawy kościół. Igreja do Senhor Santo Cristo to tak naprawdę dwa kościoły.


W środku mamy dwie nawy, w każdej ołtarz i w ogóle wszystko co potrzebne w kościele katolickim. Nie widziałem jeszcze czegoś takiego. Nawa z lewej:

Nawa z prawej:


I reszta, którą w sumie nie wiem do czego dołączyć. Chciałbym zwrócić uwagę na oczy Jezusa. Są otwarte i zwrócone w górę. To wizerunek zwany Jezusem Triumfującym, zdecydowanie rzadszy od tego z zamkniętymi oczyma.


Z ciekawostek, w miasteczku mamy całkiem sporą dracenę

i kilka pomysłów na dekoracje sklepowe. Zdjęcia są przez szybę i chyba mnie lepiej widać niż zawartość. W każdym razie, ta pani w zbroi, to stojak do lampy, a na srodku mamy Matkę Boską Siedmiu Boleści lub Bolesną. 

To jeszcze na chwilkę muszę wrócić do religii. Na Terceirze jest taki szczególny rodzaj kapliczek, zwanych Impérios. Konkretnie Impérios do Divino Espírito Santo. Zo stały wzniesione, zgodnie z nazwą, ku czci Ducha Świętego. W każdym kolejnym roku opiekuje sią nią inna rodzina z wioski lub miasteczka. Trochę za późno się nimi zainteresowałem i "nazbierałem" tylko kilka. Ta z Praia da Vitória akurat nie jest specjalnie okazała ani kolorowa.

Teraz juz szybciutko przelecimy się po kolejnych miasteczkach.
Porto Martins. Tereny plażowe

i miejsce kolejnej wygranej bitwy z Hiszpanami.

Bitwę wygrali wypuszczając na Hiszpanów stada bydła oraz innego inwentarza żywego. A co do plażowania, to odbywa się ono w takich oto warunkach:

Na tym betonie rozkładamy się z kocykiem (spróbujcie postawić parawan 😁), a w tej wodzie pomiędzy betonami się taplamy. Na czym polega zabawa. Otóż Atlantyk na tej szerokości geograficznej nie jest czymś co określić można terminem "ciepła woda". Co robimy? Wpuszczamy wodę do takiej niezbyt głębokiej zatoczki, gdzie się nagrzewa. Na wlocie do zatoczki są skały, więc wymiana wody pomiędzy oceanem, a "basenem" jest ograniczona. Naturalne baseny mogliśmy oglądać w Biscoitos, tylko było już ciemno i słabo wyszły. Podobne obiekty można spotkać na Maderze.


Na pożegnanie z Porto Martins ciąg dalszy terenów plażowych, ale już bez basenów.

Vila de Sao Sebastião - Wieś Św. Sebastiana (Fajne te nazwy mają jak przetłumaczyć). Jest tu najstarszy kościół na wyspie albo nawet na wyspach - Iglesia de São Sebastião z 1455 roku. 


Zadziwiająco jasny w środku, biorąc pod uwagę znikoma ilość okien.


Na ścianach zachowane resztki oryginalnych fresków.


Podjąłem próbę wyciśnięcia z nich wszystkiego co się da. Jednak takie obrazki na ścianach, po połowie tysiąclecia z hakiem trochę bledną i efekt jest mizerny. Ale ukryć się nie da, że znowu męczą jakiegoś smoka.
Jest też ciekawa rzeźba Jezusa niosącego krzyż z Matką Boską Bolesną.


A rzeźbę z baptysterium, to zrobiłem jakimś rzutem na taśmę. Bo jak pierwszy raz przeglądałem zdjęcia, to mi jakoś uciekła. 

Impérios w Sao Sebastião jest dużo ciekawsze i większe niż to poprzednie. Stało złośliwie dokładnie pod światło.


Całkiem ładny ratusz mają. I nawet ciekawie, że drzewa bez liści.

Pora zstąpić pod ziemię. Wprawdzie nie mają tu fajnych jaskiń krasowych, ale taką lawową też nie pogardzę. Chyba musze zrobić na blogu stronę z jaskiniami. No bo: Filipiny x2, Macedonia, Czarnogóra, Rumunia oraz groty w Malezji i Laosie. Pomijam te, których nie ma na blogu czyli WietnamKreta i Medara (ciekawe o czym zapomniałem). 

Gdzieś na środku wyspy mamy jaskinię o nazwie Gruta do Natal czyli Jaskinię Bożonarodzeniową. Jest to jaskinia lawowa. Czyli wybucha wulkan, lawa sobie płynie, z wierzchu ma zimno i zastyga, w środku ma ciepło i płynie. Wulkanowi się nudzi i przestaje wydzielać lawę. Lawa wypływa, dziura po lawie zostaje.





Jaskinia była oświetlona fatalnie, za to mogłem sobie łazić z tyłu grupy, żeby mi się w kadrze nie pętali.

PS.
Jeżeli ktoś chciałby podążać drogą Jezusa, to zapraszam do Praia da Vitória.