Pierwszy dzień zwiedzania. Mają być fajne widoki. Tylko, że jesteśmy na Azorach. Do najbliższego lądu stałego około 1400 km. A w oceanie jest dużo wody. Ciepłej wody. Woda paruje. Powstają chmury. Wiatr je przesuwa. Znajdują Azory. Zawisają nieruchomo, bo zahaczyły o jakiś pagórek.
Pagórkiem tym była pozostałość po wulkanie, który otaczał Lagoa do Fogo – całkiem ładne jeziorko, do którego jechaliśmy. Na miejscu oczom naszym ukazał się las… A nie to inny film. W naszym filmie było coś takiego:
Nie ukrywam, że takie coś to mam też koło domu podczas mgły. Serio takie widoki moja okolica oferuję gratis 😁. Nie pozostało nam nic innego jak pojechać dalej, a właściwie niżej, gdzie ku naszej radości pojawiło się jeziorko. Nie był to wprawdzie widok do National Geographic, ale zawsze lepszy niż 10 min wcześniej. 😊
A jeszcze niżej było już zupełnie dobrze.Miejsce się nazywa Lagoa do Fogo i jest kalderą wulkanu, który dla odmiany nazywa się Fogo.
Co do okoliczności przyrody, to pomimo nieco niesprzyjających warunków, są oczywiście przepiękne. Np. szczęśliwe krówki (chodzą luzem i myślą, że są tu tylko z powodu mleka),
Podziwianie okoliczności przyrody mamy zaplanowane na pojutrze.
Człowiek raz do roku powinien się wykąpać. Poszliśmy na kąpiel
do parku jurajskiego czyli miejsca o nazwie Caldeira Velha.
Kąpielisko numer 1 było tu:
A do tego wlewała się woda o temperaturze 60 °C
Pora na lunch. Padło na tawernę. Konkretnie Taberna Açor. W naszym przekładzie knajpa Azora.




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz