Sete Cidades, to jak sama nazwa skazuje Siedem Miast. Nazwa jest nieco na wyrost, bo bardziej jest to Jedna Wioska, ale nie ma co się kłócić z tubylcami. Jest za dużo przykładów w historii, że nie ma nic gorszego od wkurzonego tubylca. A żeby jeszcze pogorszyć sprawę, to jest to nazwa dwóch jeziorek.
Jedno się nazywa Azul (Niebieskie), a drugie Verde (Zielone). Kto zgadnie dlaczego?
Co do jeziorek, to w kraterze są jeszcze dwa mniejsze.
Biorąc pod uwagę pogodę, mieliśmy tradycyjnie więcej szczęścia niż rozumu. Podobno najczęściej oglądanym widokiem jest ten, z którym zderzyliśmy się 3 dni temu. A okolica jest urokliwa.
W Siedmiu Miastach zaskoczyły mnie domy. Praktycznie wszystkie wyglądały jak na rysunkach dzieci. (W każdym razie ja tak rysowałem domki. Może te bardziej rozgarnięte rysowały jakoś lepiej.)
Czyli rysujemy kwadrat, nad nim trójkąt wystający (trójkąt wystający - trójkąt równoramienny, o podstawie dłuższej niż bok kwadratu). Na środku kwadratu drzwi, po bokach okienka. Czasami okienko/a u góry. Podobno domki powinny być z kamienia, ale cos mi się wydaje, że ta tradycja przegrywa z ekonomią.
To jeszcze na szybko suszenie misia:
Jedna z legend mówi, że nazwa miejscowości pochodzi od tego, że na wyspę przybyło siedmiu biskupów. Oczywistym jest, że każdy musiał mieć swoją siedzibę. Obalam ten mit. We wsi jest tylko jeden kościółek, a nie siedem katedr.
Szkoda tylko, że nie załapaliśmy się na kwitnące hortensje. Dla słabiej zorientowanych, u góry po prawej (na smartfonie chyba tylko u góry) - Matko Boska Fatimska, a Fatima leży w Portugalii.
Na obrazku poniżej chciałbym zwrócić uwagę na chmurę za kościółkiem. Oznacza ona, że jeżeli ktoś chciał podziwiać widoki, to niestety się spóźnił. Oczywiście za godzinę może być w tym miejscu bezchmurne niebo. Takie sa właśnie uroki mieszkania na środku oceanu.
Nazwa archipelagu prawdopodobnie pochodzi od jastrzębia - açor. Wprawdzie podobno ich tam nigdy nie było, ale każdy może się pomylić, a już na pewno marynarz z XV wieku. Prawdopodobnie był to jakiś lokalny gatunek myszołowa. Zostało jednak, że to jastrząb, dla pewności wrzucili go sobie na flagę. Miewają też w ogródku.
Zielone to odłupany kawałek kory i drzewo od którego się odłupał. Wszystko porośnięte mchem. Obiekt ten prawdopodobnie nie ma znaczenia turystycznego, historycznego ani gospodarczego. Tylko porasta i się zieleni, produkując tlen.
Jesteśmy na wyspie, czyli jak wszyscy dobrze kombinujecie dookoła mamy wodę.
Ta woda, to Atlantyk. Jak każdy ocean uwielbia rozchlapywać się w kontakcie ze skalistym lądem.
Jeszcze trzy, żeby nie zanudzić.
Na koniec troszkę zielonych wulkanów. Takiej zieleni jak na Azorach jeszcze nie widziałem.
PS.
Kto budował akwedukty? Tak. Akwedukty budowali starożytni Rzymianie. Wprawdzie przewodnicy utrzymywali, że wyspę odkryli najpierw Wikingowie Norwescy, a potem Portugalczycy, ale my swoje wiemy. Jak już się ogarnę, to przedstawię dowody.











.jpg)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz