piątek, 21 listopada 2025

Będzie się działo

 Po prawie 2 latach przerwy ruszamy w Świat. Delikatnie, bo tylko na Azory, ale zawsze. Wadą tych wysp jest to, że nie da się polecieć z Polski bezpośrednio. Zaletą, że przez cały rok jest fajnie ciepło, tak od 14 w styczniu do 26 w sierpniu. Jak są mroźne zimy, to może spaść do 11. Mówimy o temperaturach dodatnich. Do tego jeszcze wyspy są podgrzewane, bo pod nimi jest wulkan. Każda z dziewięciu ma swój, a niektóre po kilka. Nasz cel to Sao Miguel, a później Terciera. Skład Iza, Kasia, Michał i autor (plus jeszcze 25 innych osób, poruszających się niezależnie, ale w tej samej grupie)

Najprostszy sposób dojazdu, to samochód (Michała) Zielonka (Bydgoszcz) - Warszawa, 

samolot Warszawa - Portugalia (w naszym przypadku Lizbona) 

i drugi samolot Portugalia (Lizbona) - Azory (Ponta Delgada). 

No i tu jest pies pogrzebany. (Nie Azor tylko taki uniwersalny do pogrzebania). Nasz samolot już przed startem miał 35 minut opóźnienia.

Czyli zamiast przylecieć o 21:20 zrobi to prawdopodobnie o 21:55. Czyli o tej godzinie będzie stał na twardym gruncie lotniska. Musi jeszcze dojechać na "parking", muszą nas odebrać jakimś autobusem i dowieźć na terminal. My musimy dobiec do bramki numer (do ustalenia jak już będziemy na lotnisku), następnie znowu do autobusu, którym nas zawiozą do samolotu i już możemy wsiadać... Na niektórych lotniskach przed "dobiec do bramki" jest jeszcze kontrola bezpieczeństwa.

Według rozkładu samolot do Ponta Delgada o 22:10 powinien stać na pasie startowym i czekać na pozwolenie startu. Czyli odjechać z "parkingu" i dokulać się na początek pasa. 

Równolegle do tego nasze bagaże są wypakowane z samolotu, którym przylecieliśmy i w sobie tylko znany sposób powinny trafić do tego drugiego. Na dużym lotnisku trafiają do automatycznej sortowni, z której dowożą je do właściwego samolotu.

Jak wiemy głupi ma szczęście (jak ktoś poczyta bloga, to zorientuje się, że jesteśmy w czołówce tej grupy). Lizbona szczęśliwie nie jest dużym lotniskiem. Dużym lotniskiem jest np. CPK. (Wiem, że go jeszcze nie ma i długo nie będzie. Ale jak ktoś będzie to czytał za 25 lat to co? Mam bloga co chwila poprawiać?) Portugalczycy sprawę bagaży załatwili prościej. Przyjechał wózek, załadowali nasze toboły i zawieźli prosto do drugiego samolotu. Z nami zrobili podobnie. Przyjechał autobus, sprawdzili listę obecności i zawieźli do drugiego samolotu. 

I co? Można skrócić czas przesiadki lotniczej? 😁 Nawet się nie będę zastanawiał ile procedur naruszyli. 

W Ponta Delgada byliśmy o 23:45 czasu lokalnego.

Czego i Wam życzę.

PS.
Jesteśmy na największej wyspie Archipelagu - São Miguel.



1 komentarz: