czwartek, 25 maja 2017

Miasteczka małe dwa albo autostrada A3

Nareszcie! Znaleziony! Można wracać.

 No jak to nie widać dlaczego?


A teraz? Sam ON tu mieszkał. Wprawdzie tylko się urodził ale na pewno w wieku 4 lat miał pierwsze fajne pomysły.

 
To teraz mogę już spokojnie pisać. W wyniku przemyśleń i analizy stanu dróg w okolicy padło na dwa miasteczka Sibiu (lub Sybin) i Sighisoara. To drugie, to ma nawet polska nazwę Segieszów. Komu przyszło do głowy nazywać po polsku małe miasteczko w środku Rumunii nie wymyślę. Przecież my nawet przyzwoitej wojny z nimi nie mieliśmy. No dobra Józek Bem w powstaniu węgierskim walczył na terenie Siedmiogrodu ale to chyba nie powód żeby nazwy wymyślać.


Sibiu było europejską stolica kultury jakieś 10 lat temu i chyba dzięki temu całe (mówię o starówce) wygląda na odnowione. Czyste jest samo z siebie, bo z moich obserwacji wynika, że na ulicach transylwańskich miast i miasteczek jest czysto. Nie jest to Mińsk ani Oslo ale wywalone puszki po piwie i inne takie spotyka się bardzo rzadko.

W Sibiu mają całkiem ładna katedrę ewangelicką. Zbudowana była, jak większość obiektów około XIV wieku jako katedra katolicka.


A później była reformacja i w ramach dobrej zmiany oczyścili ściany z wrogich nowym ideom fresków. Z katedry gotyckiej zrobili w krótkim czasie barokową


Nie, żeby brzydka była ale obrazków szkoda.


W katedrze jest jeszcze obraz na drewnie z początków XVI wieku (do niego są jeszcze dwa skrzydła drzwiowe po cztery obrazy każde


oraz sporo płyt nagrobnych. Trzeba przyznać, że całkiem ładnie chcieli być zapamiętani. W jednym paszporcie widziałem zdjęcie osobnika całkiem podobnego do tego na pierwszym obrazku. Niestety ani jedna płyta nie należała do wiecie kogo.


W katedrze jest wieża. Wchodzi się i wchodzi, a po drodze mija dzwony. Jak już obfotografowałem wszystko co chciałem i schodziliśmy, to dzwony dały głos. Szczęśliwie byliśmy jedną platformę niżej. A to bazylika rumuńskiego kościoła ortodoksyjnego widziana z góry.


Kolejna na liście była Sighisoara. Jest to największy w Europie środkowo-wschodniej średniowieczny kompleks miejski. Miasteczko jest śliczne. Kolorowe domki przypominały mi troszkę Burano. Z naciskiem na „troszkę”




Jedną z głównych atrakcji miasta jest wieża zegarowa. Ma ponad 60 m i widok na miasto. Niestety zamknęli ją nam przed nosem. (W tym żółtym domu na końcu ulicy urodził się wiecie kto).


Co jeszcze udało się zobaczyć? Kościół na wzgórzu. Kościół był „Today closed” i to zamknięcie chyba się z dnia na dzień samo aktualizowało. O bo przecież jak już będzie jutro, to to jutro będzie dzisiaj i nie trzeba zmieniać napisu. Były też, jak zawsze dla mnie interesujące, kawałki murów obronnych.



Jak ktoś lubi filmy o wampirach itp., to musi się sprężyć. Jest impreza od dzisiaj do niedzieli.




To teraz kącik porad praktycznych dla podróżników. Wg stanu na 25.05.2017 Rumunia nie jest w strefie Shengen – zabierzcie paszport. Rumunia nie ma euro, tylko leje a drobniejsze ma do bani. Pieniądza trzeba wymienić. Banków jest dużo, kantorów też. Nasz ulubiony to:


Jak ktoś chce wymienić pieniądze, to tylko w tym banku. Wprawdzie my używaliśmy kantoru i sumie to nie wiemy czy tam można ale przy takiej nazwie musi być dobry kurs. Chyba, że to logo banku krwi.
W katedrze w Sibiu była wystawa prac współczesnego malarza. Nazwiska nie zapamiętaliśmy. Były głównie portrety współczesnych. Nie zapamiętaliśmy czyj to był portret ale już gdzieś tego faceta widziałem...


Z przypadków drogowych, bo drogi są dla nas bardzo ważne gdyż musimy dużo się przemieszczać. Przejechaliśmy całą autostradę A3. Od początku do końca. W sumie prawie 60 km. Z autostradami w Rumunnii jak u nas – robi się.

środa, 24 maja 2017

Straszny dwór albo na pokojach u Vlada

Pora zobaczyć czy tu straszy. Aby to sprawdzić ruszyliśmy na Siedmiogród. Zdobywać go nie ma sensu. Rumuni mają go w swoich granicach niecałe 100 lat, niech się nacieszą. Zresztą po co nam ta cała Transylwania z jej wampirami. Postanowiliśmy odwiedzić hrabiego w jego włościach. Hunedoara słynie z zameczku. Zameczek, jak i większość domków w okolicy pochodzi z XV wieku.

O drogach pisałem wczoraj. To dzisiaj znowu tylko obrazki. Ten zamek (albo bardzo podobny), to widziałem już na tylu filmach, że o pomyłce nie może być mowy. Zamek z każdej strony wyglądał jak należy. Z tyłu z boku i dołu

wszystko wskazywało na to, że gdzieś w piwnicy musi być krypta Draculi. No to szukaliśmy. Dokumenty właściciela były ładnie pozbierane. Mogliśmy sobie pooglądać pieniądze "z epoki", oraz rozkazy Vlada

 Ale samego hrabiego nie było. W podziemiach już mieliśmy nadzieję. Były jakieś nagrobki. Bliższe badania niestety kazały stwierdzić, że wszystko to "nówki" z XVI i XVII  wieku.

W lochach, sali tortur itp nic. No może poza dzieciarnią, którą straszyli panowie pilnujący.
Oczywiście jak zawsze najciekawsze miejsca były zamknięte dla zwiedzających.
Szubienicę też odgrodzili od ludzi. A swoją drogą, jeżeli ona tam stała - w tych czasach kiedy zamiast nabijania na pal stosowano kulturalne wieszanie - to jak już ktoś wlazł/został wrzucony/wciągnęli go w to miejsce, to miał przerąbane. Wprawdzie pieńka i topora nie widzieliśmy ale spróbujcie z tamtego miejsca uciec. Nawet jak się kata ubije, to ile można pociągnąć w takim dole?

Co do żółtego elementu po lewej. Jest to rura gazowa. Prawdopodobnie koniec XX wieku lub początek XXI. Podobna sytuacja jest z rynną i rzygaczami. Co nie zmienia postaci rzeczy, że były całkiem klimatyczne. Rzygacze, nie rynny.

W  sali rycerskiej, to już co najwyżej okrągłego stołu się spodziewaliśmy. Zresztą tylko jedna została. Drugą szykują na jakieś targi i mi cały widok drewnianymi straganami spaprali.


Na koniec chmura. Taka zwykła czarna i deszczowa. Szczęśliwie bardzo nie zmokliśmy. A ja byłem chyba jedyną osobą w okolicy, której brakowało piorunów.


Kto się dał nabrać na banknoty ręka do góry. Rzućcie proszę łaskawym okiem z bliska na dwa wybrane i odpowiedzcie na pytanie Kto Vlada Tepes'a nauczył angielskiego?

 

Tak naprawdę dzisiejszy zamek należał u zarania swego istnienia do Jana Hunyadyego, a nie do Vlada Tepesa. A jutro mroki średniowiecza czyli tyle miasteczek ile się uda zobaczyć.