Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nurkowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nurkowanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2016

Nie gadamy, nurkujemy



Po dwóch dniach laby dzień nurkowy. Ostatni, bo w piątek wylot. Teoretycznie by się dało jeszcze w czwartek bo wylot po 17, a nurkowanie powinno się skończyć około 14. Ale…
Tym razem wiało od lądu, to znaczy mniej więcej z północy. Wiało silnie. Morze się troszkę rozbujało. Troszkę oznacza wodę wlewającą się od strony dziobu. Specjalnie nas to nie przerażało, bo za chwilę mieliśmy się schować za półwyspem. Za półwyspem faktycznie była tafla spokojnej wody. Był haczyk. Tam już nurkowaliśmy. Płynęliśmy kawałek dalej. A tam było już ciekawie. Fale były długie i łagodne ale za to na wysokość naszej łodzi. Udało się zawrócić.
Nurkowaliśmy mniej więcej tam gdzie pierwszego i drugiego dnia.
 


Przy drugim zejściu spotkaliśmy kałamarnicę. Kawal gada. Znaczy wiem, że to mięczak ale kawał gada był. Jak się zabraliśmy za fotografowanie to się wkurzyła, plujnęła atramentem i sobie poszła, a właściwie popłynęła.


Do hotelu wróciliśmy w piankach. Mniej dźwigania i zawsze trochę na człowieku podeschnie.

sobota, 30 kwietnia 2016

Subtelna różnica



Pierwszy dzień nurkowy. Oczekujemy żółwi, jaskiń, widoczności prawie jak w Egipcie. Po śniadaniu ruszany do bazy – jakieś 700 m plażą od naszego hotelu. Doszliśmy i oczom naszym ukazał się las... Nie przepraszam, to nie ten film. I oczom naszym ukazał się ponton zaparkowany około 20 m od brzegu i łódź, kolejne kilkadziesiąt metrów dalej. Aha, będą nas podwozić pontonem na łódź. 

Na samym brzegu stała taczka wypełniona balastem.
Przebraliśmy się w pianki i tu pierwsza niespodzianka. Plan jest taki, że klarujemy sprzęt, zanosimy sprzęt i plecaki na ponton, a my sami leziemy na łódź. No dobra. Jak już się jakoś na tej łodzi usadowiliśmy to odkryliśmy brak butli na wymianę i zaczynaliśmy powoli wietrzyć podstęp. Po chwili przyciągnęli  nam ponton. Wprawdzie miał silnik ale widać nie chcieli hałasować. 

 Podstęp polegał na tym, ze na pontonie były butle, które trzeba było rozładować – jakieś 30 parę. Dodajcie do tego 28 już sklarowanych. Taka 12 litrowa butla w której jest powietrze pod ciśnieniem prawie 200 atm, to nie są wbrew pozorom 2 kg tylko 20 kg. Przerzuciliśmy, co było robić.


Całkiem ładne klify mają na Zakynthos.

Zwiedziliśmy je płynąc na nurkowisko.

A tam trzecia niespodzianka. Przydział divmasterów. Grupa pierwsza – Costas – szef bazy, grupa druga – Maria – hiszpanka, grupa trzecia... nurkuje sama. W efekcie grupa trzecia robiła co chciała jako pierwsza, grupa druga zgubiła divmastera, a grupa pierwsza, która stała się ostatnią pływała na luzie w płytkiej wodzie.
Czy muszę pisać, ze trzeba to było jakoś rozładować? Wiesia, siedziała na pontonie i podawała wszystko, co było do zabrania. Butle też. Wiesia waży mniej więcej tyle co 2 butle…
Pod wodą nie było nic poza kilkoma kamlotami. Nurka muszę zaliczyć do udanych. Najmniej udanych ale zawsze udanych. Patrzymy na plusy. Każdy się wynurzył.

Znajdź przynajmniej jedną różnicę pomiędzy nurkowaniem w Grecji i na Filipinach. Jeżeli nie wiesz jak się to robi na Filipinach to rzuć okiem na ten wpis National Geographic

poniedziałek, 4 stycznia 2016

National Geographic

Rano jak zawsze przegląd klapek, szortów itp. Podobno chłodny styczeń w tym roku - nocą temperatura spada do 26 stopni - więc  człowiek musi być przygotowany na wszystko.

Po śniadaniu wypływamy na pierwsze nurkowanie na Filipinach. Dla Marzenki pierwsze w życiu. Naszym divemasterem będzie Takeshi z pobliskiej Japonii, a nurkować będziemy w czwórkę. Czwartym jest Alex z Danii. Marzenka dostała bardzo sympatyczną instruktorkę, chyba z wysp tyle, że brytyjskich.
Takiej obsługi podczas nurkowań jeszcze nie miałem. Na pokładzie było 8 nurków podzielonych na 4 grupki, każda ze swoim divemasterem. Wyszły z tego dwa zestawy 1+2 i po jednym zestawie 1+1 (Marzenka), 1+3 (my). Na łodzi był jeszcze jeden divemaster bez przydziału i sam szef Ronny. Jak dodamy dwóch Filipinczyków, którzy klarowali nam sprzęt i pomagali się ubrać, rozebrać, wyleźć z wody itp, to mamy mniej więcej pełny obraz wsparcia.





















Pod wodą jak to pod wodą. Kilka rybek było.

A to Iza. Ona nie jest rybą. Ona jest ssakiem.

Marzenka też nie jest rybą.

To dla odmiany znowu ryba. Podobno jak się ją pogłaska, to można nie zdążyć na powierzchnię...

Jakieś małe ławice też się trafiały.

Czasami gdzieś w oddali przepłynął rekinek (przepraszam za fatalną jakość ale on zamiast latać nisko i powoli, pływał szybko i daleko),

czasami robiliśmy żółwika,


a dookoła nas rosły sobie podwodne chwasty


i inne ukwiały.

 

Oczywiście tradycyjnie nikt nie wiedział gdzie jest Nemo.

Zaatakowała nas meduza,

w odwecie chcieliśmy zjeść zjeść langustę.

W zaistniałej sytuacji płaszczki chciały nas nawlec na swoje kolce.

Wobec miażdżącej przewagi wroga wycofaliśmy się na łódź i wróciliśmy do domu.
Marzenka podsumowała swoje pierwsze nurkowania w ten sposób: to tak jakby oglądać National Geographic i wejść do telewizora.

P.S.
Jeżeli pójdziecie na spacer do lasu, to nie kładźcie się pod palmą kokosową. Może spaść orzeszek...
Tak przynajmniej twierdzą szczury lądowe.

P.S. II
No dobra przyznam się, że tak ładnego podwodnego świata jeszcze nie widziałem. Ale to pewnie dlatego, że krótko nurkuję.