wtorek, 25 listopada 2025

Za siedmioma górami

Sete Cidades, to jak sama nazwa skazuje Siedem Miast. Nazwa jest nieco na wyrost, bo bardziej jest to Jedna Wioska, ale nie ma co się kłócić z tubylcami. Jest za dużo przykładów w historii, że nie ma nic gorszego od wkurzonego tubylca. A żeby jeszcze pogorszyć sprawę, to jest to nazwa dwóch jeziorek.

Jedno się nazywa Azul (Niebieskie), a drugie Verde (Zielone). Kto zgadnie dlaczego?


Co do jeziorek, to w kraterze są jeszcze dwa mniejsze.




Biorąc pod uwagę pogodę, mieliśmy tradycyjnie więcej szczęścia niż rozumu. Podobno najczęściej oglądanym widokiem jest ten, z którym zderzyliśmy się 3 dni temu. A okolica jest urokliwa.


W Siedmiu Miastach zaskoczyły mnie domy. Praktycznie wszystkie wyglądały jak na rysunkach dzieci. (W każdym razie ja tak rysowałem domki. Może te bardziej rozgarnięte rysowały jakoś lepiej.)


 Czyli rysujemy kwadrat, nad nim trójkąt wystający (trójkąt wystający - trójkąt równoramienny, o podstawie dłuższej niż bok kwadratu). Na środku kwadratu drzwi, po bokach okienka. Czasami okienko/a u góry. Podobno domki powinny być z kamienia, ale cos mi się wydaje, że ta tradycja przegrywa z ekonomią.

To jeszcze na szybko suszenie misia:

Jedna z legend mówi, że nazwa miejscowości pochodzi od tego, że na wyspę przybyło siedmiu biskupów. Oczywistym jest, że każdy musiał mieć swoją siedzibę. Obalam ten mit. We wsi jest tylko jeden kościółek, a nie siedem katedr.

 

Szkoda tylko, że nie załapaliśmy się na kwitnące hortensje. Dla słabiej zorientowanych, u góry po prawej (na smartfonie chyba tylko u góry) - Matko Boska Fatimska, a Fatima leży w Portugalii. 
Na obrazku poniżej chciałbym  zwrócić uwagę na chmurę za kościółkiem. Oznacza ona, że jeżeli ktoś chciał podziwiać widoki, to niestety się spóźnił. Oczywiście za godzinę może być w tym miejscu bezchmurne niebo. Takie sa właśnie uroki mieszkania na środku oceanu.

Nazwa archipelagu prawdopodobnie pochodzi od jastrzębia - açor. Wprawdzie podobno ich tam nigdy nie było, ale każdy może się pomylić, a już na pewno marynarz z XV wieku. Prawdopodobnie był to jakiś lokalny gatunek myszołowa. Zostało jednak, że to jastrząb, dla pewności wrzucili go sobie na flagę. Miewają też w ogródku.

 

Zielone to odłupany kawałek kory i drzewo od którego się odłupał. Wszystko porośnięte mchem. Obiekt ten prawdopodobnie nie ma znaczenia turystycznego, historycznego ani gospodarczego. Tylko porasta i się zieleni, produkując tlen.

 Jesteśmy na wyspie, czyli jak wszyscy dobrze kombinujecie dookoła mamy wodę.





Ta woda, to Atlantyk. Jak każdy ocean uwielbia rozchlapywać się w kontakcie ze skalistym lądem.


Jeszcze trzy, żeby nie zanudzić.



Na koniec troszkę zielonych wulkanów. Takiej zieleni jak na Azorach jeszcze nie widziałem.

PS.
Kto budował akwedukty? Tak. Akwedukty budowali starożytni Rzymianie. Wprawdzie przewodnicy utrzymywali, że wyspę odkryli najpierw Wikingowie Norwescy, a potem Portugalczycy, ale my swoje wiemy. Jak już się ogarnę, to przedstawię dowody.


poniedziałek, 24 listopada 2025

Piknik na wulkanie

Azory to wyspy pochodzenia wulkanicznego. Wulkany generalnie tam wygasły, ale ciepło w ziemi pozostało. A skoro pozostało, to warto z niego skorzystać. No i korzysta się w Islandii, na Azorach, w Toruniu...

Zaczniemy od jeziora.

Tradycyjnie położone jest w kraterze wulkanu. 

Chciałbym zwrócić uwagę na to białe z lewej strony na dole. Konkretnie o to:

Z bliska wygląda jeszcze lepiej


A całość pachnie siarką.


Wbrew pozorom nie jest to przedsionek piekieł tylko lokalna kuchenka geotermalna. W tym miejscu przygotowuje się Cozido das Furnas. Jest to gulasz mięsno-warzywno-bazaltowy, który dusi się w specjalnym garnku wrzuconym do dziury w gorącej ziemi wulkanicznej. (Ten z kartką jest nasz.)

Do gara wrzucają wszystko co im wpadnie w ręce: kiełbaski takie jak chouriço i morcela, kaszankę, ziemniaki, kapustę, marchew, fasolę i tylko kucharz raczy wiedzieć co jeszcze. Trzyma się to w ziemi przez jakieś 5-6 godzin, a potem przychodzą smutni panowie i...

W kolejnym punkcie programu wrzucają to do swojego dostawczaka i uciekają do miasteczka. My ruszamy za nimi, żeby nie ostygło.

To jeszcze tylko krótki film o gotowaniu 📽, drugi brzeg jeziora i gnamy do miasteczka.

Furnas szokuje od początku do końca wizyty i cały czas nie wiem czym najbardziej. Bo mamy szopkę w skali 1:1 budowana na terenie całkiem sporego parku.





Szopka była w trakcie budowy - jakieś dwa trzy dni jeszcze potrzebowali.


Wrażenie robiła jednak nie sama szopka. Potęgowała to sceneria. 


Tym razem, to nie opary siarki tylko wody. Sporo tego się gotuje.


To samo w formie ruchomych obrazków na YT 📽.

Miasteczko jakie jest każdy może zobaczyć:

Tym co odróżnia Furnas od innych miejscowości, jest woda w kranach.


 

Jest też kran z gorącą, ale się nie załapał na zdjęcie.

W Furnas warto się wykąpać. Wprawdzie woda w basenie jakaś dziwna,

ale za to ciepła.


Basen jest w Parque Terra Nostra. Park ma około 200 lat. Jak popatrzymy na nasze lasy, to nie wiem co jest bardziej naturalne, las który mam koło domu - raczej nie przekroczył 100 - czy ten park.









Koniec.