Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arizona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arizona. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2019

Szybki i wściekły


Pobudka o 4. Po co w ogóle się kładliśmy?
Naszym kierowcą jest Frank z plemienia Havasupai. Moim zdaniem nie nazywa się Frank tylko jakoś po indiańsku co tłumaczy się na Fast Ride As Nevada King lub jakoś tak. Na dwupasmówce mieliśmy 160 km/h, a nie zauważyłem znaku, który pozwalałby jechać szybciej niż 70 mil/h… Na jednojezdniowych higwayach miał 120 – tam zwykle można 60, czasami 65.
Zupełnie przypadkiem zwiedziliśmy kawałek stanu Utah.

 Tym samym mamy na sumieniu 4 stany.

Nasz główny punkt programu, to Kanion Antylopy. Konkretnie Górny Kanion (Upper Antelope Canyon) Jest jeszcze Dolny i Z. W dolnym są drabiny, więc odpadł. A do Z nie ma wycieczek z  Vegas.
Skoro wygrał to proszę jesteśmy w nim

Nasza przewodniczka była rewelacyjna (ta w niebieskim).

(Myślę, że pozostali też) Pochodziła  z plemienia Navaho. Kanion znajduje się na ich ziemi. Poszczególne plemiona mają swoje autonomiczne terytoria, na których ustalają swoje prawo, swoje  podatki  itp. Terytorium Navaho to ¼ Polski.

Kanion zapiera tak zwany dech

Co ciekawe on cały czas się zmienia. A tworzą go powodzie. O zjawisku flash flood pisałem przy okazji doliny śmierci. Średnio 3 razy do roku kanion zalewa woda.

A w środku gdzie się człowiek obróci, to chciałby pstrykać fotki.


Szczęśliwie nasz Pani Etniczna Amerykanka - tak się teraz poprawnie mówi na Indian – mówiła gdzie pstrykać i jak się ustawić.

Więcej, ona sama robiła zdjęcia wykazując się sporym poświęceniem. Ja ją nawet rozumiem. Nie chciałby zobaczyć w necie spapranych fotek z JEJ kanionu. To niżej, to fotka zrobiona przez nią.

To teraz moje fotki, żebyście zazdrościli. Komplet będzie tutaj.




Kolejny punkt programu to Podkowa – Horseshoe Bend.

Płynie rzeczka Kolorado i robi zakole

Nic wielkiego, ktoś by powiedział.

Tyle, że to TA Kolorado, która ma tendencję do robienia kanonów.

Sama okolica to pustynia Navaho. 



 I mnóstwo obiektów na niej


I dookoła nas na całej trasie.

I chciały nas rozdziobać kruki lub ma to coś wspólnego z duchami Indian.

Gdzieś w opiniach wyczytałem, że kanion Antylopy wart jest każdych pieniędzy. Na 100% wart jest 65 USD za wstęp. Przebił Petrę (nie ma bloga ale są zdjęcia). 
Wczoraj podczas powrotu zwiedzaliśmy hotele Las Vegas. Dzisiaj przyjechaliśmy pod same drzwi zaraz po wjechaniu do Vegas. Formalnie, to znaczy wg programu powinniśmy wysiadać hotel dalej - w miejscu zbiorki.
Jutro środa – dzień lenia.
Czego i wam życzę.

PS.
Jak opuszczaliśmy tereny Kanionu Antylopy, to przyjechał pies. Nie wysiadł.

PS. 2.

PS. 3.
Jakość zdjęć z podkowy i dalej jest taka sobie bo mi się ustawienia skopały. Będę podmieniał.

PS. 4.
Do samego kanionu dowożą takimi pojazdami

PS.5.
Franek był szybki ale nie był wściekły.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Długa droga do domu

Wstępniak już był, to teraz szczegóły wycieczki po amerykańsku.
Wycieczki oczywiście kupiliśmy już w kraju analizując co się tylko dało. Do Wielkiego Kanionu zawieźć nas miało GC Tours. Po pierwsze tanio, po drugie robili postój w Seligman w Arizonie. Miasteczko słynie z czegoś na kształt muzeum drogi 66. O miasteczku i o drodze będzie osobny post. O wyborze zdecydowało też to,że odbierali nas z hotelu.
Punkt pierwszy zapora Hoovera. Duża. Jak już pisałem we Wstępniaku, żeby ją sobie dokładnie pooglądać i pofotografować.

Z zaporą jest duży problem. Czytałem o tym w samolocie do San Francisco. Ostatnich kilka lat było bardzo suchych i rzeka Kolorado nie daje rady z dostarczeniem wody do jeziora przed zaporą. Poziom wody przez ostatnich 20 lat spadł o około 25 m. Podają wszystko w stopach, to dokładnie nie wiem. Zresztą w stopach też nie pamiętam. Ta białe to miejsce gdzie była woda.

Jeżeli poziom wody będzie dalej spadał, to zabraknie prądu dla Las Vegas i Los Angeles. Zastanawiają się nad przebudowaniem elektrowni na szczytowo-pompową. Mają też inne pomysły.
Nad zaporą jest mostek nad Kolorado, przy okazji z widokiem na zaporę.

Celem była południowa krawędź Wielkiego Kanionu. Całkiem niedawno byliśmy w kanionie rzeki Tara i nad kanionem Gór Przeklętych w Czarnogórze. Byłem ciekawy jak wyjdzie porównanie. Ten w Czarnogórze jest głębszy o jakieś 100 m. Ale ten w USA jest faktycznie wielki

Jego się po prostu nie daje ogarnąć wzrokiem

Nawet gdyby nie miał tych swoich 1400 m w głąb, to te 25 km w najszerszy miejscu powala.

Dodatkową atrakcją jaka mieliśmy był śnieg (ten rower dla odmiany dedykuje Kasi).

Chcieliśmy (dobra ja chciałem)  przejść krawędzią pomiędzy Yavapai Point a Mother Point ale warunki troszkę nas odstraszyły. Po kanionie, a właściwie po obszarze tego kawałka parku narodowego jeździ się autobusami. Wynika to z prozaicznego powodu. Obszar to kilkanaście kilometrów. Normalny Amerykanin wsiada przywożą go do punktu widokowego, wytacza się ogląda, robi zdjęcia i jedzie dalej. Możne też chodzić po ścieżkach. Jest ich tutaj bardzo dużo. Daliśmy radę pograsować w okolicach Mother Point.

Na krawędzi stoją Agnieszka z Leszkiem. Jak widać dna nie widać. Ich zresztą też.

A oto oni jak się troszkę zoomem w aparacie pokręciło.

Wszystkie obrobione zdjęcia z kanionu wrzuciłem tutaj.
Na początku pisałem, że o wyborze firmy zdecydowało też to, że odbierali nas z hotelu. Oznaczała to, że również nas rozwiozą. I rozwieźli. I to był zły pomysł. Nasz hotel jest na początku stripa. Czyli wsiadamy pierwsi, wysiadamy ostatni. Obskoczenie tych kilku hoteli przed nami, to była ponad godzina zygzakowania po zakorkowanym mieście.
Czego nikomu nie życzę.

Wstępniak

Miało dzisiaj nie być relacji i nie będzie. Będzie małe wprowadzenie, a szczegóły jak mi się uda.
Wyjazd mieliśmy około 6:15. Jak widzicie nie oszczędzam się. Słońce jeszcze nie wzeszło.

Punkt pierwszy zapora Hoovera. Duża. Nawet bardzo duża. Aby ładnie pokazać zaporę potrzebna jest osobna wycieczka.

Punkt drugi Droga 66, a właściwie Historyczna Droga 66. Pierwsza autostrada międzystanowa. O ile dobrze zrozumiałem Pana Przewodnika, to z Chicago do Santa Monika. Droga powstała w latach 30.

Troszkę popadało i wszystko było pozamykane.

Punktem głównym był Wielki Kanion Kolorado. A konkretnie jego południowa krawędź. (Grand Canyon South Rim)





Jeżeli ktoś zapomniał jak wygląda zima, to zima wygląda tak,

a rower dedykuję Łukaszowi

Z badań statystycznych wyszło, że 2/3 stanów jest zasypane śniegiem. Kalifornia - śnieg, Nevada - brak śniegu, Arizona - duży śnieg.
Czego i wam życzę.

PS 
Jutro startujemy 5:40 Mam nadzieję że powrót do hotelu, to nie będzie godzinna wycieczka "Hotele Las Vegas", tak jak było dzisiaj.

PS.2.
Leszek już też skończył i jest do poczytania tutaj